Alior Bank – krótka historia konta osobistego, czyli niższe chamstwo bankowości

Swojego czasu, skuszony promocją z rozdawaniem 100 zł na koncie, założyłem konto w Alior Banku.
Po zalogowaniu się do bankowości internetowej odkryłem, że faktycznie mam stówkę na koncie, czyli jest super – spełnili obietnicę. Sama bankowość internetowa bardzo mi się spodobała – estetyczna, funkcjonalna.
Dopiero kiedy przyszło do prawdziwej pracy okazało się, że z tą funkcjonalnością nie jest do końca tak różowo – historii rachunku nie da się skopiować z ekranu przeglądarki, zlecenia stałe to bieda z nędzą. Ale – gwoli obiektywizmu i uczciwości Alior przez Internet nie jest zły. Ładny wygląd (chyba by Artegence) i nowa wersja Comarchowej bankowości internetowej dają radę.
Cały ten post powstał jednak po to, żeby opisać, dlaczego właśnie zrezygnowałem z usług Aliora.

Numer pierwszy, czyli karta bez dna

Moje przejścia rozpoczęły się od tego, że wypłaciłem z konta więcej niż na nim miałem, nie dysponując żadnym produktem kredytowym powiązanym z kontem – czyli nie miałem nic co umożliwiałoby mi zrobienie debetu. Po prostu bankomat Euronetu bez wahania wypłacił mi więcej pieniędzy niż miałem na koncie. Nie wiem po czyjej stronie wystąpił błąd – Aliora, czy Euronetu, ale żadna inna karta, żadnego innego banku takiego numeru mi nie zrobiła.
Oczywiście potem musiałem przejść ciąg reklamacji wyjaśniania i załatwiania, żeby mi Alior nie naliczył z jakiegoś automatu odsetek karnych. Po co mi bank, który zżera mój cenny czas?

Numer drugi, czyli prowizja za przelew

Można się spodziewać, że przelew w EUR, to dla każdego banku łakomy kąsek, bo standard rynkowy jest taki, że można za to sporo skasować. Jednak przelew z konta w EUR w banku w Polsce na inne konto w EUR w innym banku w Polsce – tu wydawałoby się, że jest prosto i nie powinno być horrendalnie drogo.
Zresztą – umówmy się, jest to trochę wyjątkowe zlecenie, więc pewnie 10-20 zł za taki przelew możnaby się spodziewać. Nie dlatego, że to tyle kosztuje, tylko dlatego, że konkurencja mała.
Alior za przelanie ok. 500 EUR do innego banku w Polsce, pobrał ode mnie opłatę w wysokości 90 zł.
Bankowość internetowa, której użyłem do zrealizowania przelewu w żaden sposób nie ostrzega o wysokości opłaty – można ją policzyć jedynie samodzielnie, po skomplikowanej analizie tabeli opłat i prowizji.
Niby wszystko jest ok – zapłaciłem zgodnie z tabelą, którą powinienem znać i regulaminem konta osobistego, który także znać powinienem. A jednak pozostaje wrażenie, że to zwykłe naciągactwo i oszustwo. Myślę, że obowiązek podawania opłaty za usługi bankowe, w momencie korzystania z nich (np. obok przycisku „Zatwierdź” w bankowości internetowej), powinien zostać wprowadzony prawnie.
Po co mi bank, który nie potrafi tanio zrealizować przelewu w EUR?

Numer trzeci, czyli zlecenia stałe bez ładu i składu

Miałem parę zleceń stałych ustawionych na ten sam dzień miesiąca. Naturalnym porządkiem rzeczy, który spotyka się w innych bankach jest konieczność zapewnienia środków na realizację zleceń nie później niż dzień przed zaplanowaną datą realizacji zlecenia. Jeżeli tego się nie zrobi – zlecenia nie powinny zostać wykonane.
Miałem jednak okazję przekonać się, że można inaczej. Otóż rano sprawdziłem konto i zauważyłem, że na niektóre zlecenia brakło środków na koncie. Wykonałem je więc ręcznie. Jakieś nowe środki zostały następnie zaksięgowane na koncie i… ku mojemu zdziwieniu Alior wykonał zlecenia stałe, na które brakło środków.
Dzięki temu niektóre rachunki miałem zapłacone dwa razy.
Oczywiście – można mieć auto, w którym zamiast naciskać sprzęgło ciągnie się jakąś wajchę pod sufitem, hamuje klaszcząc w dłonie i trąbi dotykając nosem szyby. Tylko po co tak bardzo utrudniać sobie życie?
Po co mi bank, który robi dziwactwa pozbawiając mnie środków?

Numer czwarty, czyli reklamacja

Idiotyczny sposób realizacji przelewów próbowałem reklamować. Po złożeniu reklamacji przez 2 tygodnie panowała absolutna cisza. Reklamacji nie widać w systemie bankowości internetowej, więc można sobie wyobrazić, jak wygląda zespół reklamacyjny: grono wesołych studentów losuje numery wniosków reklamacyjnych, rechocząc przy tym na całego, z frajerów, którzy je składają, licząc, że ktoś cokolwiek zrobi.
W trzecim tygodniu nie wytrzymałem i zadzwoniłem. Jakiś gość po drugiej stronie stwierdził, że na rozpatrzenie reklamacji bank ma 30 dni. Jaki jest sens reklamowania błędnie wykonanego zlecenia stałego z terminem płatności co miesiąc przez 30 dni???
Po co mi bank, który ma tak bardzo gdzieś moje reklamacje?

Numer piąty, czyli „bankomaty za darmo”

Jak ktoś lubi skubać klientów, to najwyraźniej nie może się od tego powstrzymać na każdym kroku. Alior pozwala swoją kartą wypłacić pieniądze bez prowizji, ale za to sprawdzenie stanu rachunku w „obcym” bankomacie kosztuje… 2zł (sic!). W mojej ocenie jest to najbardziej żałosna forma robienia biznesu z jaką się dotąd zetknąłem. Ale jeżeli nie umie się inaczej…
Po co mi bank, który na każdym kroku próbuje mnie skubnąć i wpuścić w maliny?

Niestety wszystko to w sumie przepełniło czarę goryczy, więc fuck you Alior Bank!
Nawet nowojorscy potomkowie Abrahama mnie tak nie skubali…

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 3.0/5 (4 votes cast)

4 myśli nt. „Alior Bank – krótka historia konta osobistego, czyli niższe chamstwo bankowości

  1. Naucz się czytać człowieku zanim podpiszesz jakąkolwiek umowę...

    Po prostu nie przeczytałeś umowy i tabeli opłat, ja też mam w aliorze konto i zanim założyłem u nich konto to to wszystko wiedziałem.

    Jeśli się nie umie czytać to tak niestety wychodzi jak u Ciebie… pozostaje tylko Tobie współczuć :/

    Odpowiedz
    1. Wirus Autor wpisu

      1. O tym, że na karcie można zejść „poniżej zera” nie mając żadnego produktu kredytowego to raczej nigdzie nie wyczytam. Poza tym to dziwactwo – nawet jeżeli jest gdzieś opisane.
      2. Rzeczywiście ta prowizja na pewno była gdzieś wymieniona. Jednak uważam, że przy tak wysokiej kwocie prowizji, to system bankowości internetowej powinien mnie ostrzec. Co gorsza: mam prawo tak uważać i czytanie nie ma tu nic do rzeczy.
      3. Sposób działania systemu w odniesieniu do zleceń stałych – rzeczywiście nie mam czasu się wczytywać, ale nie sądzę, żeby to gdziekolwiek było opisane
      4. Reklamacja – co z tego, że w regulaminie jest napisane, że jest 30 dni na rozpatrzenie. To jest po prostu za długo, żeby było sensowne. Gdyby było napisane, że bank ma 180 dni i przeczytałbym to gdzieś, to czy czyniłoby to postępowanie banku bardziej przyjaznym wobec mnie?
      5. To jest ewidentna próba „złapania” klienta na haczyk. Można tak postępować, ale uważam, że skubanie takich drobnych kwot jest żenujące. Biznes powinno się robić na jakości i zakresie usług, a nie na „podskubywaniu”

      Tak jak większość klientów banków nie mam czasu czytać umów napisanych przez sztab prawników drobnym maczkiem i jeżeli dotyczą prostych produktów codziennego użytku (a nie np. kredytu hipotecznego na pół życia), to zwyczajnie wymagam wysokiej jakości obsługi i poszanowania dla mojego czasu. W przypadku np. kredytu hipotecznego jasne jest, że umowę przeczytałbym dokładnie wzdłuż i wszerz.

      Odpowiedz
  2. pirkaf

    2. Zapłaciłeś za przelew 90 zł bo zaznaczyłeś złą opcję kosztową czyli OUR zamiast SHA, poza tym nie wpisałeś kodu IBAN lub SWIFT banku banku zagranicznego dlatego bank musiał poprawić dyspozycje przelewu za co pobrało się dodatkowe 20 zł, czyli w sumie 90 zł, gdybyś wybrał opcje SHA to za ten sam przelew zapłaciłbyś 5 zł. Reasumując, naucz się poprawnie wpisywać dane do przelewu i czytaj tabele opłat i prowizji. Mogę Cię pocieszyć że za błędnie wypełnione dane przelewu z opcją kosztową OUR inny bank policzyłby dużo większą prowizje :)

    Odpowiedz
    1. Wirus Autor wpisu

      Widać, że chyba nie do końca zgadzamy się co do istoty sprawy :-) Ja chciałbym zrobić tanio przelew, nie uczyć się o typach przelewów, nie mieć pułapek i być wyraźnie informowany przez bankowość internetową.
      W ogóle nie interesuje mnie co to OUR, co to SHA, a jeżeli do zrobienia tanio przelewu potrzebne jest podanie jakiegoś numeru, to niech system mnie o to poprosi, informując wyraźnie co się stanie, jeżeli tego nie zrobię.

      Rozumiem, że zapłaciłem cenę za to, że nie mam czasu na uczenie się o tym jak działają systemy bankowe, ale też wyciągnąłem ważny wniosek: zamiast zmagać się z kolejnymi próbami w takiej cenie, lepiej poszukać banku, który rozumie moją potrzebę prostoty obsługi i niskich kosztów i do niej dostosowuje swoje systemy.

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *