Mechaniczna pomarańcza – Anthony Burgess – wrażenia z lektury

Książka trudna w lekturze ze względu na język pełen anglo-rusycyzmów (Nadsat, w polskim tłumaczeniu Roberta Stillera) i słów wręcz abstrakcyjnych, a jednocześnie taka, którą pochłaniałem łapczywie, nota bene zacząwszy… od środka (wypadek przy pracy z e-bookiem), z którego musiałem się wrócić do początku.

Książka niełatwa do zniesienia dla mnie, bo główny bohater rozkoszuje się złem, które czyni, a czyni różnorodnie, ze śmiałością, zmierzając wprost do celu z podniesioną głową.

Czyżby kolejna opowieść o tym, jak to w życiu koniecznie muszą istnieć dwa bieguny, a zło jest nieodzownym elementem dopełniającym i kompletującym rzeczywistość, a dobro bywa niejednoznaczne i też

Nie ma sensu streszczać fabuły, trzeba przeczytać – byle nie na jakimś zakręcie życiowym, bo można zacząć wątpić.

Nie widziałem filmu, ale trailer, który widziałem zupełnie nie odzwierciedla tego co podpowiadała mi wyobraźnia przy lekturze książki.

W momencie tworzenia tego wpisu, w polskiej Wikipedii, widnieje takie , właściwie jednoakapitowe, streszczenie fabuły:

Jest to opowieść o nastoletnim Aleksie, który w dzień jest przykładnym, choć niesfornym synkiem, zakochanym w muzyce Ludwiga van Beethovena, lecz każdej nocy wyrywa się z domu, by stać się członkiem bandy. Zdradzony przez kolegów, trafia do więzienia, gdzie decyduje się zamienić wyrok na udział w eksperymencie resocjalizacyjnym. Ów eksperyment obrzydza mu przemoc tak skutecznie, że od tej pory nie jest w stanie się nawet bronić. Jego przypadek zostaje wykorzystany w rozgrywkach politycznych, a sam Alex ?wyleczony jak trza?.

Jest to chyba najbardziej mylące streszczenie książki, z jakim się dotąd zetknąłem, choć prawdą jest, że „jest to opowieść o Aleksie” :-)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *